Beskid Sądecki potrafi zaskoczyć. Jednych różnicą wysokości, innych widokami, a tych, którzy wracają tu regularnie – za każdym razem czymś zupełnie innym. Tomasz Marczyński zna te drogi bardzo dobrze. Zapytaliśmy go o ulubione trasy, przygotowania do górskich przejazdów i to, dlaczego po wymagającym podjeździe równie ważna jak sam wysiłek jest chwila regeneracji.
To rozmowa, która jest również zaproszeniem do wspólnej jazdy podczas Tour de Belmonte. Wydarzenie odbędzie się 28-30 sierpnia 2026 roku w Hotelu Belmonte, a jednym z jego punktów będzie wspólny przejazd z Tomaszem po beskidzkich trasach.
Na podstawie swojego doświadczenia, jakie błędy najczęściej popełniają kolarze przygotowujący się do długich górskich przejazdów i jak można ich uniknąć?
Najczęstszy błąd to zdecydowanie brak systematyczności treningu i przesadzanie z obciążeniami na samym początku. Powinniśmy zaczynać od małych jednostek treningowych i systematycznie je wydłużać zarówno pod kątem czasu, jak i intensywności.
Jak wygląda Twoje przygotowanie do wymagającej trasy? Co dzieje się przed startem, zanim pojawisz się na pierwszym kilometrze?
Przygotowanie zaczyna się już co najmniej dzień wcześniej od dobrego carboloadingu na kolacji, następnego dnia rano dobre śniadanie, sprawdzenie pod kątem technicznym sprzętu, na którym będziemy trenować i możemy ruszać w trasę.
Czy po tylu latach nadal zdarzają się trasy, które potrafią Cię zaskoczyć? Co o tym decyduje?
Raczej nie, moja forma nadal jest wystarczająca żeby poradzić sobie z najbardziej wymagającymi trasami. Jak zawsze wszystko zależy od tempa jazdy, bo to ono powoduje, czy trasa jest ciężka.
Kiedy Twoim zdaniem najlepiej odkrywać Beskid Sądecki na rowerze i dlaczego?
Kiedy tylko nie ma śniegu na drodze 😁 trasy w Beskidach można eksplorować praktycznie cały rok.
Które miejsca lub odcinki Beskidu Sądeckiego szczególnie poleciłbyś osobom, które chcą połączyć jazdę na rowerze z podziwianiem górskich krajobrazów?
Jest ich naprawdę bardzo dużo, moim ulubionym jest podjazd pod Przehybę, jednak praktycznie wszędzie otaczają nas góry i pagórki. Teren jest bardzo zróżnicowany, więc nie ma czasu na nudę.
Co jest dla Ciebie największą nagrodą po pokonaniu wymagającej górskiej trasy?
Zdecydowanie smaczny, odżywczy posiłek i chwila relaksu.
Po intensywnych przejazdach przychodzi czas na regenerację. Jakie elementy odnowy są dla Ciebie najważniejsze?
Ja jestem fanem klasycznego sportowego masażu, chociaż kiedy tylko mam taką możliwość korzystam z dóbr SPA oraz sauny.
Co najbardziej zaskakuje osoby, które pierwszy raz jadą rowerem po beskidzkich trasach?
Osoby z tzw. „płaskopolski” najczęściej zaskakuje różnica wzniesień oraz nachylenia niektórych podjazdów.
Czy jest jakaś trasa w Beskidzie Sądeckim, do której wracasz wyjątkowo chętnie? Co sprawia, że właśnie ona?
Tak jak wspomniałem wcześniej, podjazd pod Przehybę, piękny, zielony, otoczony drzewami, wyłączony z ruchu.
Co najbardziej lubisz we wspólnej jeździe z uczestnikami Tour de Belmonte?
Na każdej edycji poznałem bardzo wartościowych ludzi z zupełnie różnych branż, których wspólną pasją jest rower. To czas, żeby odetchnąć, porozmawiać o kolarstwie i nie tylko. Atmosfera jest świetna, jest czas na relaks i zabawę, trenujemy i odpoczywamy.
To czas, żeby odetchnąć, porozmawiać o kolarstwie i nie tylko. Trenujemy i odpoczywamy – mówi Tomasz Marczyński, pytany o to, co najbardziej lubi we wspólnej jeździe z uczestnikami Tour de Belmonte.
Może właśnie dlatego to wydarzenie od początku nie jest wyłącznie o pokonywaniu kolejnych kilometrów. To przede wszystkim okazja, by doświadczyć Beskidu Sądeckiego z nieco innej perspektywy – tej, która zostaje w pamięci na długo.